sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 5

Witamy. Przepraszamy za tak późną godzinę dodania, ale już jest!!! Rozdział 5 :D

Rozdział 5

Następny dzień rano.

Przez całą noc nie spałam. Ciągle myślałam o tym incydencie z Jamesem. Gdy wróciliśmy wczoraj do domu, zamknęłam się w swoim pokoju i nie odezwałam się ani słówkiem do nikogo. Byłam zdenerwowana i roztrzęsiona, nie wiedziałam już co robić. Powiedzieć komuś, czy nie? Zdecydowałam jednak, że zostawię to dla siebie. Nie miałam ochoty iść dzisiaj na żaden spacer z Dylanem. Czułam się okropnie, więc napisałam mu że nie mogę z nim iść, bo pojechałam z babcią do miasta, co było dobrą wymówką gdyż naprawdę moja babunia tam pojechała. Siedziałam sobie sama w domu i płakałam z bezradności, gdy nagle ktoś zapukał do moich drzwi. "Pewnie listonosz, którego oczekiwałam" - Pomyślałam i otworzyłam drzwi.
Ku mojemu zdziwieniu był to Dylan. Przestraszyłam się, więc odruchowo zamknęłam mu drzwi przed nosem, nie chciałam żeby widział moje łzy...
- Yyy..Natalie? Idziesz? - Zapytał zmieszany.
- Gdzie mam iść? - Odpowiedziałam.
- Noo, na Jogging - Powiedział.
- Nie dostałeś SMS'a?! - Zdziwiłam się.
- Jakiego esemesa? A no tak, mam wyciszoną komórkę! Poczekaj zaraz sprawdzę... 'Musimy odwołać dzisiejsze spotkanie jadę z babcią do miasta. Natalie'. A dobra, spoko. To na razie - Odwrócił się i poszedł
Odetchnęłam z ulgą. Lecz po chwili zawrócił się i wykrzykną:
- Zaraz zaraz, przecież ty jesteś w domu - Oburzył się.
- Yyyy.. bo my zaraz wyjeżdżamy. 
- Ty ściemniaro! Nie ma samochodu twojej babci ! 
- Oj no dobra...mam zły humor i nie mam ochoty na Jogging dzisiaj. Możesz to uszanować? - Zdenerwowałam się
- Mógłbym...ale tego nie zrobię - Zaśmiał się. - Okłamałaś mnie więc teraz musisz mi powiedzieć o co chodzi.
- A co jeżeli nie powiem?
- To będę siedział pod tymi drzwiami i śpiewał ci piosenki... na przykład... One Direction, tak długo dopóki mi nie powiesz.
- Nawet lubię ten zespół więc dawaj ile chcesz.
Chłopak usiadł pod moimi drzwiami i zaczął grzebać coś w telefonie. Zignorowałam go, bo w sumie co mi mógł zrobić. "Pośpiewa pośpiewa i se pójdzie." - Myślałam.
Parę minut później zmieniłam zdanie całkowicie, rozpętało się jakieś piekło. Dylan nie umiał śpiewać w ogóle, wył jak dziecko, fałsz było słychać w każdym jego słowie, a na dodatek śpiewał tak głośno, że zwrócił na siebie uwagę wszystkich sąsiadów z okolicy. Załamana otworzyłam drzwi i powiedziałam:
- Dobra wchodź, tylko przestań, błagam.
 Wszedł uśmiechnięty i usatysfakcjonowany, wesołym krokiem do mojego domu.
- A ty co dzisiaj taki wesoły? - Burknęłam.
- Mam dzisiaj ważne przesłuchanie i muszę pozostać zmotywowany, ale ty mi lepiej powiedz co się dzieje z tobą? - Spojrzał na mnie. - Ale czekaj ty płaczesz ?! - Zdziwił się.
- Wcale nie.
- Już nie kłam, bo za bardzo ci to nie wychodzi. Co się dzieje? Przecież wczoraj jeszcze tryskałaś energią. Coś z babcią ?
- Nie...
- Pokłóciłaś się z Meggie ?
- Nie...
-Natally!! Nie mogę zgadywać w wieczność. Powiedz o co chodzi, proszę. Martwię się o ciebie i nie chcę żebyś płakała, może będę mógł ci jakoś pomóc
- Nikt nie może mi pomóc...ale dobra - Zasmuciłam się - Na koloniach poznałam chłopaka nazywa się James...
- Aaaa podoba ci się ?
- Nie, nie, wręcz przeciwnie, to on lubi mnie. - Przerwałam. - W sumie to na początku wydawał się spoko, ale później zrobił coś... złego - Mówiłam zdenerwowana. - Więc, sprzątaliśmy po kolacji... byliśmy sami... James powiedział że mnie lubi, a ja nic do niego nie czuje, więc mu grzecznie powiedziałam, że nic z tego nie będzie, a poza tym jest miedzy nami zbyt duża różnica wieku. I on wtedy... - Wybuchłam płaczem.
-Co on zrobił ?! - Zapytał przestraszony.
- Bardzo się wkurzył, nagle stał się zupełnie innym człowiekiem , rzucił mnie na stół...nie mogłam się ruszyć, zaczął mnie rozbierać. Czułam się strasznie, nie wiedziałam co robić, powiedziałam mu nawet, że mam chłopaka, ale nie uwierzył... więc wzięłam stojącą na stole solniczkę i sypnęłam mu prosto w oczy i na szczęście w ten sposób udało mi się uciec. Już wolę nie myśleć co mogło by się stać, gdybym jednak nie dała rady się mu wymknąć. A najgorsze jest to, że on mógł coś zrobić tym dziewczynkom z ośrodka, a tego bym sobie nie wybaczyła...
Nie mogłam przestać płakać opowiadając mu to, on też nie wydawał się być taki wesoły jak wcześniej. Zaciskał mocno pięści wyglądał jakby miał zaraz wybuchnąć. Wstał i powiedział:
- Zabiję drania. Gdzie on mieszka ?- Zapytał groźnie.
- Co? Nie! Ty nic nie wiesz i nikt nie może się o tym dowiedzieć! Rozumiesz? - Powiedziałam, próbując uspokoić go.
- Ty chyba sobie żartujesz, myślisz, że tak to zostawię? To się mylisz...
- Ale on ma 25 lat i nie pozwolę byś się dla mnie narażał!
- Ja się wcale ciebie nie pytam o zgodę.
- A co z twoim przesłuchaniem ? Miałeś się nie denerwować, więc proszę! Daj mi to załatwić samej.
Ochłonął trochę i powiedział:
- Dobra, więc jaki masz plan ?
- Posłuchaj dzisiaj jest ostatni dzień, wystarczy tylko, że przetrwam te ognisko, pożegnam się z drużyną i szybko się zmyję. A Jamesa będę omijała szerokim łukiem.
- Ha... to ty chcesz tam jeszcze iść? Do tego... pedofila? Wystawiasz się na tacy Nathalie. Ale dobra, rób co chcesz, skoro o to prosisz to nie będę się wtrącał. Ale wiedz, że gdyby nie te przesłuchanie, to gościu już dawno miał by rozwaloną gębę. - Powiedział i wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi.                              
Nie widziałam go jeszcze takiego. Pierwszy raz w ogóle widziałam żeby ktoś tak się wkurzył. Żałowałam, że mu o tym powiedziałam, przeze mnie mógł przecież zawalić przesłuchanie. I gdyby tego jeszcze było mało, to teraz wiedział o wszystkim i mógł powiedzieć to mojej babci i nie ukrywam, nie byłam na to przygotowana i nie wiem czy kiedykolwiek będę. Pozostało mi tylko wierzyć że Dylan będzie trzymał język za zębami.
Po tej kłótni, zaczęłam się solidnie zastanawiać jak mam zamiar unikać Jamesa, przecież to było praktycznie niemożliwe, ośrodek nie był zbyt duży, a z tego co zdradziła mi nasza główna organizatorka, po tym jak odjadą dzieciaki, odbędzie się specjalna impreza dla samych wolontariuszy, których było ok. 15, więc raczej trudno będzie mi unikać osoby, która zapewne będzie mnie szukała, w takiej małej grupce...
W sumie to te rozmyślanie wcale nie przyniosło większych efektów, a tylko pogorszyło mi humor, więc przestałam i wróciłam do tego co robię najlepiej, czyli płaczu...           

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 4

Hej, kolejny rozdział. Ostatnio było trochę śmiechu, a tym razem na poważnie. Miłego czytania :)

Rozdział 4

Coraz więcej czasu spędzałam z Dylanem. Codzienne joggingi nas do siebie zbliżyły. Pomogłam mu pomalować płot. Nie zapomniałam też o mojej przyjaciółce, Katie i przyjacielu Nathanie. Właśnie gadałam z nimi na skypie.
- Heej! Co u was słychać? - zapytałam.
- Siema, mała! Spoko, spoko. Właśnie wróciłem z treningu. - powiedział Nathan.
- A ty, Katie?
- Ja sobie siedzę i myślę jak za tobą tęsknię. - powiedziała smutna.
- Uuuuu... nie smutaaj! Wrócę za 1,5 miesiąca. - pocieszyłam przyjaciółkę.
- A co u ciebie? Coś nowego?
- A wiecie... poznałam kogoś.
- Łuuuu! Poproszę o szczegóły! - ożywiła się Kat.
- Ale mówisz o koleżance, prawda? - zaniepokoił się Nathan.
- Oczywiście, że o chłopaku. - zdziwiła się Katie.
- Więc poznałam go na plaży. Jest mega przystojny i chyba mnie lubi.
- No nareszcie poznałaś jakiegoś fajnego chłopaka !! To kiedy go poznam?
- Och, Kat, nawet jeszcze nie wiadomo czy coś z tego będzie! - powiedziałam.
- No właśnie, nie nakręcaj się tak. - wtrącił Nathan.
Pogadałam trochę z nimi. Okazało się, że Nathan znowu wyrwał jakąś laskę. Cały Nathan - to typowy podrywacz. Co ciekawe, moi najlepsi przyjaciele wcale się nie lubią. Katie jest zupełnym przeciwieństwem Nathana, uważa go za kretyna, który myśl tylko o jednym. Przyjaźnię się z Nathanem od dziecka. Wiem, że w głębi jest dobrym człowiekiem, chociaż mocno się zmienił. Jest jednym z najpopularniejszych uczniów naszej szkoły oraz najlepszym graczem szkolnego teamu piłki nożnej. Zdziwiło mnie zachowanie Nathana, gdy wspomniałam o Dylanie. Nigdy nie zwracał uwagi na to z kim się spotykam. Nie miałam jednak czasu się nad tym zastanawiać, gdyż do mojego pokoju weszła Meggie.
- No cześć, kochana! Co, gotowa? Właśnie wyjeżdżamy. - powiedziała.
- Tak, tak. Już idę.
Zapisałyśmy się jako animatorki na tygodniowe kolonie dla dzieci. Były one poza Sennen, to było 20 minut drogi. Odbywały się w pięknym ośrodku w środku lasu.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Mijały dni. Na koloniach poznałam mnóstwo świetnych osób. Dzieci były urocze i łatwo się z nimi pracowało. Nie zrezygnowałam jednak z porannych spotkań z Dylanem. Codziennie rano relacjonowałam mu historie z kolonii. Jednak w środku kolonii zdarzyło się coś dziwnego. Właśnie siedziałam sobie na ławce przed ośrodkiem i zajadałam się kanapką, gdy podszedł do mnie jeden z animatorów, 25-letni James. Usiadł przy mnie i powiedział.
- Cześć! Ty jesteś Nathalie, prawda?
- Um.. tak, to ja.
- Wiesz, muszę ci powiedzieć, że masz świetną rękę do dzieci. - skomplementował mnie.
- Dzięki, a ty jak sobie radzisz?
- Całkiem nieźle, chociaż dziewczynki chyba nie za bardzo za mną przepadają.
- Co? Czemu tak sądzisz?
- Zawsze, gdy próbuję z nimi pogadać uciekają.
-  Mogę z nimi porozmawiać na ten temat, jeśli chcesz.
- To by było wspaniale!
- Dobra, to lecę.
- Dziękuję ci bardzo. - rzekł dotykając moją rękę.

Poszłam do grupy Jamesa i zwołałam wszystkie dziewczynki na pogadankę. Zapytałam je wprost.
- Dlaczego tak chłodno traktujecie pana Jamesa?
Zapadło głuche milczenie. Żadna nie chciała nic powiedzieć.
- No powiedziecie mi, postaram się to jakoś załatwić.
- Dobrze... więc on jest jakiś niefajny. - odważyła się jedna.
- Czemu tak sądzisz?
- Zwraca się do nas w dziwny sposób.
- Na przykład?
- Nazywa nas rybeńkami, kotkami...
- No i to wszystko? - zdziwiłam się.
Nagle wstała jedna z dziewcząt, była bardzo zdenerwowana. Powiedziała cichuteńko.
- No bo... Jenny nam powiedziała, że... że gdy była w łazience, to on... - nagle przerwała, gdyż do pokoju wszedł James z wiadomością, że kolacja jest gotowa.
- Dobrze, dziewczyny. Dokończmy tę rozmowę później. - po czym udaliśmy się na kolację.
Usiadłam z Jamesem, aby go lepiej poznać. Wydawał się całkiem miły. Polubiłam go jak starszego brata, nic więcej, bo ani na chwilę nie zapomniałam o Dylanie. Musiałam już wracać do domu i nie dokończyłam rozmowy z dziewczynkami, ale mogę uznać, że temat jest już skończony. Pomyślałam, że dzieci wyolbrzymiają jak to potrafią, gdyż James wydawał się jak najbardziej w porządku.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Był przedostatni dzień kolonii. Nie mogłam się doczekać na ponowne spotkanie z moimi podopiecznymi. Dzisiaj było rozstrzygnięcie konkursu na najlepszą grupę. Wygrała Meggie, ona zawsze umiała dobrze pokierować grupa i miała świetne podejście do dzieci. Dzisiaj była moja kolejka sprzątania po kolacji. James zaproponował mi pomoc, a ja nie odmówiłam, gdyż był wielki bałagan. Spędzaliśmy ze sobą dobry czas. Usiadłam na chwilę, żeby nabrać energii. Usiadł przy mnie i zaproponował.
- Może jak skończą się kolonie, spotkamy się we dwoje? Bardzo cię polubiłem.
Zrobiło mi się przykro. Nie chciałam go zranić, ale jednak nic do niego nie czułam.
- Przepraszam, ale myślę, że dzieli nas różnica wieku. Zostańmy przyjaciółmi.
- Nieee... Dobrze wiem, że coś do mnie czujesz. - spojrzał się na mnie szaleńczo i przybliżył się, żeby mnie pocałować.
Odepchnęłam go natychmiast, wstałam i pod wpływem emocji skłamałam:
- Ale ja mam chłopaka.
- Tak, akurat! Uwierzę jak zobaczę.
Przestraszyłam się. Podszedł i popchnął mnie na stół. Zabolało mnie mocno. Nie wiedziałam co mam robić. James stał się natarczywy i zaczął mnie rozbierać. Wzięłam stojącą na stole solniczkę i sypnęłam mu w oko, po czym wybiegłam rozpłakana. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Już wiedziałam o co chodzi dziewczynkom, na szczęście już jutro było pożegnalne ognisko, więc nie zamierzałam nikomu o tym mówić, gdyż było to dla mnie bardzo krępujące. James okazał się pedofilem. Żałuję, że nie zauważyłam tego wcześniej.

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 3

Uwaga Kolejny rozdział w końcu trochę dłuższy :D 

 Rozdział 3


 Minęły 3 dni od kolacji. Teraz byłam już pewna, że Dylan to ten surfer. Widziałam go jak spacerował z Alexandrą, jego babcią, dlatego tym bardziej głupio było mi spojrzeć mu w oczy lub co więcej z nim rozmawiać. Jako, że jestem osobą wysportowaną, codziennie rano uprawiam jogging i dziwnym trafem dzień w dzień go spotykałam, i nie ukrywam, że tylko gdy go widziałam chowałam się w krzaki. Meggie mówiła, że jestem dziwna i, że powinnam do niego zagadać ale jestem pewna, że nie wiedziałabym co powiedzieć, więc skok w krzaki i parę zadrapań było dla mnie o wiele lepszym rozwiązaniem. Cała ta sprawa była dla mnie bardzo podejrzana. Jak to możliwe, że biegał tymi samymi ścieżkami co ja, skoro codziennie biegłam inną drogą? Czyżby przeznaczenie? W sumie nie wierzę w takie bzdury, więc nie zagłębiałam się w to bardziej. Pewnego dnia wyszłyśmy razem z babcią na spacer. Co dziwne uparła się żeby koniecznie iść na plażę. Zgodziłam się bez zastanowienia, w końcu to jest moje ulubione miejsce w Sennen, jednak było w tym coś podejrzanego. Doszliśmy i wyszło szydło z worka, na drugiej stronie plaży stał kto? No oczywiście, że Dylan! W sumie mogłam to przewidzieć, że moja babcia chce na siłę mnie z nim wyswatać, ale teraz chciałam stamtąd jak najszybciej uciec, więc wymyślałam najróżniejsze wymówki.
- Babciu my przypadkiem nie zostawiliśmy....otwartego domu?
- Na pewno nie wnusiu - Powiedziała ciągnąc coraz bliżej do niego.
-Babciu wracajmy do domu przypomniałam sobie że muszę zadzwonić do mamy - mówiłam w pośpiechu i zdenerwowaniu.
- Mama się nie obrazi jak zadzwonisz do niej później - Mówiła spokojnie.
Zaledwie 20 metrów dzieliło nas od siebie spanikowałam więc wykorzystałam ostatnią belkę ratunku - Zaczęłam symulować.    
- AŁAA !! - lekko przykucnęłam i złapałam się z brzuch.
- Co się stało? - Zdziwiła się babcia.
- Strasznie brzuch mnie rozbolał !!! - Wyjęknęłam.
- Poczekaj - Powiedziała z ironią - Dylan możesz przyjść nam pomóc !! - Zawołała machając do niego ręką.
 No ona chyba sobie ze mnie jaja robi. Jak mogłam pomyśleć że babcia uwierzy w moje przedstawienie przecież zna mnie na wylot...a teraz jeszcze jej pomogłam i Dylan właśnie zmierzał w naszą stronę...
- Coś się stało pani Elizabeth ? - Powiedział z troską.
- Proszę mów mi babciu -  Śmieje się.
Załamałam się w tym momencie. Chciałam stać się niewidzialna. Moja babcia była totalnie bezpośrednia...niestety.
- Yyyyyyyy.....więc o co chodzi, Babciu? - Rzekł śmiejąc się.
- Mojej wnusi chyba coś dolega.
- Co?!  Nic mi nie jest, czuję się świetnie! -  Przerwałam jej zrywając się na równe nogi.
- Oooo to ty ?! - Powiedział Dylan uśmiechając się.
- To ja pójdę do Alexandry. - Oznajmiła babcia zostawiając mnie z nim samą.
- No no no...Grubasek? ....yyy... to znaczy chyba teraz już nie mogę tak mówić. Wyładniałaś! - Rzekł znowu uśmiechając się tym swoim urzekającym uśmiechem...
Zarumieniłam się. Był bardzo miły dlatego zaczęłam się tłumaczyć.
- Ja...bardzo przepraszam że nie byłam na tej kolacji...
- Nic się nie stało, ale obiecaj że to nadrobimy.
- Yyyy... no dobra ale jak?
- Widziałem że biegasz z rana, możemy pobiegać razem wiesz zawsze raźniej.
- Co ale skąd ty to wiesz??!!
- Parę razy widziałem jak się krzaki ruszają - Zaśmiał się.
Poczułam się bardzo głupio więc zaczęłam się śmiać.
- No to jak? O której jutro? - Zapytał.
- No nie wiem... Może o 6?
- Świetnie, to jesteśmy umówieni.
Byłam strasznie szczęśliwa, już nie mogłam się doczekać.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Następny dzień, 6:00

Właśnie czekałam na niego przy molo na plaży. Byłam strasznie podekscytowana, ale bałam się, że nie będę wiedziała co powiedzieć i rozmowa szybko się urwie. Nagle zauważyłam biegnącego w moją stronę Dylana.
- Cześć! I jak, jesteś gotowa?
- No pewnie, dam ci niezły wycisk. - zaśmiałam się.
- Ha! Na pewno!
- A co? Chcesz się ścigać?
- Grozisz mi?
- Dobra! To kto pierwszy dobiegnie do tego klifu!
- Przegrany pomaga mi malować płot.
- Czekaj, czekaj... zakładasz, że ja przegram? A co jak to ty polegniesz?
- To wtedy... skończę w ubraniach do wody.
- Hahaha! Okey, niech będzie! To zaczynamy!
Biegliśmy ramię w ramię. Jednak kilka metrów przed końcem, Dylan lekko mnie szturchnął w ramię, a ja potknęłam się i upadłam.
- Ej, to nie fair! Popchnąłeś mnie! - krzyknęłam przerywając mu taniec radości na mecie.
- Co? Ja cię popchnąłem? Coś ci się przewidziało, może to był wiatr. - powiedział, nie mogąc przestać się śmiać.
- Ja się tak nie bawię! Stwierdzam, że był remis.
- Niech ci będzie. Wychodzi na to, że oboje musimy zrobić te rzeczy.
- Proszę bardzo, czekam.
- Dobra, patrz na mistrza... - powiedział i wbiegł do wody.
- Jak tam woda, panie mistrzu? Nie za zimno?
- A, w sam raz - powiedział z trzęsącą się szczęką.
- No właśnie widzę, następnym razem jak się będziesz ze mną zakładał to dwa razy pomyśl zanim coś powiesz. No, ale muszę przyznać, wyglądasz nieźle - niczym mój pies po myciu. - rzekłam śmiejąc się.
- Ooo nie! Teraz to było przegięcie!
- I co mi zrobisz? Wrzucisz mnie do wody?
Nie zastanawiając się, krótko powiedział.
- Mówisz - masz! - i zaczął biec w moją stronę.
Zaskoczyłam się i zaczęłam uciekać. Jednak tym razem Dylan był szybszy. Wziął mnie w ramiona i wbiegł do wody. Byłam mokra, było mi zimno i odechciało mi się biegania.
- No, a teraz ty wyglądasz jak mój kot, chociaż go nie mam. - śmiał się ze mnie.
Ze złości postanowiłam ochlapać go wodą, choć nie dawało to żadnych rezultatów, mi sprawiło wiele przyjemności. Uciekłam z wody i usiadłam na znajdującą się w pobliży ławeczkę. Zaczęłam się trząść z zimna. Mój dręczyciel usiadł koło mnie.
- Ale się nabiegaliśmy, widzisz jaka jesteś spocona. - powiedział.
Nie odpowiedziałam na to, lecz rzuciłam mu groźne spojrzenie.
- Łołoło! Spokojnie, nie zamieniaj mnie w kamień, Bazyliszku. Masz moją bluzę miałem ą na wszelki wypadek w plecaku. - rzekł otulając mnie ją.
Odprowadził mnie do domu, a tam czekała na mnie wściekła na mój wygląd babcia. Nieźle mi się dostało. Jednak był to dla mnie piękny poranek.

sobota, 18 stycznia 2014

Rozdział 2


Siemanko oto nowy rozdział mamy nadzieje że wam się spodoba. Posty będą dodawane około co tydzień pewnie w soboty :) więc odprężcie się i wczujcie się w naszą opowieść gdyż będzie się robiło coraz ciekawiej :D

                        
Rozdział 2
Po długich namowach, udało nam się przekonać babcię na noc z Meggie. Cieszyłam się, że nie będę na tej kolacji, ale babcia powiedziała, że i tak nie uniknę z nimi spotkania, gdyż prędzej czy później znowu przyjdą, a drugi raz nie uda mi się wywinąć.

- Ale super, że twoja babcia się zgodziła. - powiedziała uradowana Meggie.
- Ja też się bardzo cieszę, więc co będziemy robić? - spytałam.
- Czeka nas noc pełna atrakcji. Będziemy oglądać filmy, plotkować i rozmawiać o przystojnych chłopakach, oczywiście między innymi o tym twoim surferze. - zaśmiała się szyderczo.
- Meggie, skończ. To, że dzisiaj go poznałyśmy, nie znaczy, że spotkamy go kolejny raz.
- To przygotuj się na wstrząs, bo właśnie idzie po drugiej stronie ulicy.
Głęboko w sercu ucieszyłam się, że go widzę, gdyż naprawdę mi się spodobał. Zaskoczył mnie jednak jego elegancki wygląd i bukiet kwiatów w dłoniach. Czyżby śpieszył się na jakąś randkę?
- Co za niespodzianka, ale chyba się gdzieś śpieszy. Taki wystrojony i te kwiaty... - powiedziałam z lekką zazdrością.
- Myślisz, że ma dziewczynę?
- No na pewno ma. W końcu jest taki przystojny i wysportowany... Znaczy... ee.. nie to miałam na myśli. - powiedziałam speszona.
- Dobra, dobra nie ściemniej. Wiem, że ci się podoba!
- No, może trochę...
- Trochę? Przecież widzę jak na niego patrzysz.
Na szczęście doszłyśmy już do domu Meggie i powitała nas z hukiem jej młodsza siostra, więc zakończyłyśmy tę niezręczną rozmowę.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ta noc zapowiadała się naprawdę świetnie. Mama Meggie zrobiła nam pyszne ciasto! Siedziałyśmy i oglądałyśmy razem romantyczne komedie w jej pokoju. Nie udaję, że myślałam wtedy o tym chłopaku. Rzeczywiście namieszał mi w głowie.
- Naszemu Romeowi chyba nie udała się randka... Spójrz przez okno, ktoś go musiał ostro wkurzyć.  - powiedziała Meggie
Szybko wyjrzałam przez okno i go zobaczyłam. Rzeczywiście był zdenerwowany.
- No stara, to teraz droga wolna! - powiedziała klepiąc mnie po ramieniu.
- Jak myślisz, co powinnam zrobić?
- Na pewno siedzieć w pokoju i oglądać ze mną filmy. - powiedziała sarkastycznie.
- No chyba nie będę za nim biegła w środku nocy!
- A czemu nie? To byłoby takie roomantyczne! - powiedziała i obie wybuchnęłyśmy śmiechem.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Następnego dnia wstałyśmy o 11, szybko się ogarnęłam i wróciłam do domu, bo wczoraj obiecałam babci, że pomogę jej posprzątać dom.
- Żałuj, że wczoraj nie zostałaś na kolacji. Dylan jest jeszcze przystojniejszy niż opisywała go Alexandra.
- Oj, babciu, Co ty możesz wiedzieć o gustach dzisiejszych nastolatek.
- No wiesz co?! Kiedyś też byłam nastolatką! - zbulwersowała się babcia. - Umiem odróżnić przystojniaka od brzydala.
- Och, babciu, skończmy. Lepiej weźmy się za te sprzątanie.
Zaczęłam sprzątać duży pokój. Sprzątając moją uwagę przykuł duży bukiet wyglądający identycznie jak ten, który niósł poznany przez nas surfer. Od razu wykrzyknęłam.
- Babciu! Skąd są te kwiaty?
- Wydawało mi się, że nie chcesz o tym rozmawiać.
- Proszę powiedz mi, to ważne.
- Dobra, miałam ci wcześniej powiedzieć. Te kwiaty przyniósł ci Dylan.
Bardzo cię zdziwiłam, jednak dawało mi to nutkę nadziei, że Dylan to poznany przeze mnie chłopak. Ale jeżeli tak było, to znaczy, że przeze mnie był wkurzony. Musiałam dowiedzieć się czy to na pewno był on.
- To miło z jego strony. Głupio mi teraz, że nie zostałam.
- Nie przejmuj się, jeszcze będziesz miała okazję go poznać.

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 1

Witamy!

Oto pierwszy rozdział naszej historii. Mamy nadzieję, że Wam się spodoba. Czekamy na komentarze oraz zachęcamy do odwiedzenia zakładki "Bohaterowie". Miłej lektury. :)


Rozdział 1
     Był początek lata. Właśnie pakowałam się na mój wyjazd wakacyjny. Całe wakacje miałam spędzić w domu mojej babci Elizabeth w małej wiosce zwanej Sennen. Była to piękna kraina nad morzem. Przyjeżdżałam tam cały czas, gdy byłam mała, jednak po śmierci dziadka moi rodzice stracili chęć do odwiedzania tego miejsca i przywoływania wspomnień. W końcu po 12-stu latach wracam. Jestem strasznie podekscytowana, gdyż w końcu spędzę więcej czasu z babcią. Niestety, widywałam ją tylko w święta, bo w ostatnim czasie była bardzo chorowita, a teraz będą ją miała całą dla siebie. Nagle do pokoju weszła mama.
- Gotowa? - zapytała.
- Już prawie. Daj mi jeszcze 5 minut.
- Dobra, ale ani minuty więcej. Wiesz jaki jest ojciec kiedy musi na kogoś czekać.
- Ok, spoko. - powiedziałam uśmiechając się wesoło.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Podróż minęła mi szybko, cały czas rozmyślałam o rzeczach, które będą tam robiła. Przywoływałam najróżniejsze wspomnienia związane z tym miejscem. Wjeżdżając do wsi, widziałam już te piękne zielone pagórki przepełnione rozmaitą roślinnością. Przez wychylone okno słychać było szum morza, nad którym przebywałam często z babcią. Nareszcie dotarliśmy na miejsce.
- Kochanie, jesteśmy. Niestety bardzo się śpieszymy i nie wejdziemy do środka. Pozdrów i przeproś od nas babcię. Trzymaj się, skarbie. - powiedziała mama czule mnie całując.
Podekscytowana przechodziłam przez próg mieszkania.
- Babciu! - krzyknęłam.
- O jejku! Jak ty wyrosłaś! A gdzie rodzice?
- Tata bardzo się śpieszył do pracy. Kazali cię przeprosić i serdecznie pozdrowić.
- Dobrze, nic nie szkodzi. Idź do swego pokoju i rozpakuj się, a ja w tym czasie przygotuje ci coś pysznego na obiad.
- Dziękuję. Idę najpierw zadzwonić do Meggie, że już jestem.
- Możesz mieć problemy z zasięgiem.
- Co? Czemu?
- Odkąd wybudowali u nas te wiatraki, bardzo trudno jest się do kogoś dodzwonić.
- Nigdy gdy do ciebie dzwoniłam, nie było sytuacji, że nie odpowiadałaś.
- To dzięki temu, że zawsze gdy do mnie dzwonisz to stoję w kącie twojego pokoiku na taborecie. Ten pomysł podsunęła mi moja przyjaciółka Alexandra. Może ją pamiętasz. Gdy byłaś malutka bawiłaś się z jej wnuczkiem.
- A, tak. To ten wredny bachor, który wyzywał mnie od grubasów. Jak ja go nienawidziłam!
Babcia uśmiechając się złowieszczo powiedziała - Przyjdzie dzisiaj na kolacje.
- Co? Niee! Ja chyba dzisiaj wieczorem będę musiała gdzieś wyjść.
- Nie przesadzaj wnusiu. Wiesz, że on przyjechał z tej Ameryki po 2 latach i tak chłopak wyprzystojniał!
- Tak, tak... Babciu, mi nie w głowie romanse!
- Ubierz się jakoś ładnie, bo przyjdzie z Alexandrą o 7 wieczorem. A teraz mykaj do swego pokoju!
- Ok,ok.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

4 po południu, spacer po plaży z Meggie

- Jejku, jak ja się cieszę, że ciebie widzę. Tyla lat gadania przez telefon, a teraz mogę cię dotknąć. Nie uwierzysz, ile tu się zmieniło. Tyle nowych osób, nawet dużo przystojnych chłopaków.
- Weź, Meggie. A ty zawsze tylko o jednym. - zaśmiałam się.
- Oj, przestań. Nie mów, że nie chciałabyś jakiegoś fajnego faceta. Na przykład, spójrz na tego surfera. Czyż nie jest boski? I ta jego klata! - rozmarzyła się.
- No, muszę przyznać, jest niezły.
- Patrz, właśnie tu idzie . Hej, przystojniaku! - krzyknęła do nieznajomego.
- No, siema dziewczyny. - odpowiedział uśmiechając się czarująco.
Muszę przyznać, że na jego widok lekko przeszły mnie ciarki. Był bardzo umięśniony i wysoki. Miał gęste, brązowe włosy i pełne uwodzicielskiego wdzięku piękne, niebieskie oczy. Nie mogłam zebrać się na odwagę, żeby coś powiedzieć, ale gdy Meggie trzepnęła mnie łokciem w żebro wydusiłam z siebie krótkie "cześć". Widząc, że razem z nieznajomym milczymy, patrząc sobie w oczy, Meggie powiedziała:
- Długo już surfujesz, bo widać, że znasz się na rzeczy?
- Od roku. Przepraszam was bardzo, miło się gadało, ale koledzy mnie wołają. Do zobaczenia. - powiedział, ukradkiem rzucając mi spojrzenie i odszedł.
- Ty zgrywusko! Spodobał ci się! - zaśmiała się Meggie, szturchając mnie.
- Oj, weź! Tak mi przykro, że dopiero się zobaczyłyśmy, a ja już muszę iść na tę głupią kolację!
- Mam pomysł! Namówimy twoją babcię, żebyś dzisiaj spała u mnie! My spędzimy więcej czasu razem, a ty unikniesz tej kolacji.
- Sama nie wiem. Babci zależało na tej kolacji...
- Oj, nie bądź taką nudziarą! Wolisz spędzić wieczór ze mną czy z jakimś debilem? Chodź, zobaczysz, że będzie fajnie.
\- Przekonałaś mnie, ale musisz mi pomóc udobruchać babcię.
- Okey, to do dzieła!

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------




poniedziałek, 30 grudnia 2013

Wstęp do naszej wspólnej przygody :)

Cześć :)

Jestem Ola  (14 lat), znacie mnie z bloga "Secrets, romances, betrayal... - House of Anubis", na którym, no cóż, przestałam pisać :( Lecz postanowiłam wrócić do pisania wraz z moją przyjaciółką Pauliną (16 lat). Na tym blogu będziemy skupiać się na losach dziewczyny o imieniu Nathalie. Jest to opowieść miłosna, w której akcja rozgrywa się w Anglii. Czeka was dużo łez, miłości, radości :P Mamy nadzieję, że nasze "wypociny" Wam się spodobają i z chęcią będziecie odwiedzać naszego bloga! :) Pierwszy rozdział już niebawem! :)

Pozdrawiamy
Ola i Paulina :)